Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

More life..

Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez jefersik » 31 mar 2010, o 10:53

Pozwoliłem sobie założyć temat dość nietypowy jak na to forum :wink: Czyli o dziwnych ludziach, których cuda, nikt nie potrafi wyjaśnić - Ni nauka ni racjonaliści :twisted:

Najpierw przedstawię - w tym prawie świątecznym klimacie historie Ojca Pio - a potem każdy może sie wypowiedzieć co sądzi na temat tzw świętych i rzeczach które oni wywołują.

Obrazek








Żył tak, jak żyła większość zakonników w początkach XX wieku. W połatanym habicie, w zapomnianym przez wszystkich klasztorze, w małej zapyziałej mieścinie.



Nie został ojcem Kościoła, nie pozostawił po sobie żadnych opasłych tomów filozofii, ani błyskotliwych podręczników życia duchowego. Jedyną rzeczą, której poświęcił życie, była modlitwa za innych ludzi, których za wszelką cenę chciał doprowadzić do Boga. Z początku wydawało się, że jego typowy zakonny życiorys nie zwróci nigdy niczyjej uwagi.

Nie bójcie się, to naprawdę ja

Dziś w prowincji zakonnej, w której mieszkał, obejmującej powierzchnią obszar polskiego województwa, jego wizerunki można zobaczyć niemal w każdym sklepie i na każdej stacji benzynowej. Uśmiecha się do nas z breloczków, kubków, figurek, etykiet win, okładek książek, długopisów, zeszytów i lampek, nie mówiąc o różańcach i modlitewnikach. Ot, taki typowy świątek, którym kupczy się na każdym straganie w niedzielę po odpustowej sumie, nie zważając na przykazanie „dzień święty święcić”.

Tyle że tu, gdzie żył, jest jeszcze gorzej, bo niedziela trwa dzień w dzień przez cały rok dla wszystkich pielgrzymów świata. Dlatego sklepy zamykają się tylko na czas sjesty, aby po szesnastej otworzyć swe podwoje dla kolejnych przybyszów, którzy tak jak pozostali kupią kolejne pamiątki z wizerunkiem świętego.

Ze starych zdjęć, które prezentują jego klasztor w początkach XX stulecia, można wywnioskować, że z odludnej kontemplacyjnej pustelni za miastem pozostał dziś jedynie stary kościołek, otoczony zewsząd setkami hoteli i przytłoczony bryłą świeżo wybudowanego sanktuarium, także noszącego imię świętego. Inna jest też chwytliwa i dobroduszna świętość naszego Ojca, emanująca swym odpustowym blichtrem z tych wszystkich przedmiotów, z których na nas spogląda. Nawet jego coraz liczniejsze biografie przedstawiają go w „niezłomnej heroiczności chrześcijańskich cnót”, niemal zupełnie bez ludzkich wad i cech, które zwykle stanowią o niepowtarzalności każdego, budząc u jednych sympatię, u innych zaś niechęć.

Ten proces, porównywalny z deifikacją starożytnych cesarzy rzymskich, zaczął się już za życia świętego. Nasz bohater początkowo próbował go nawet powstrzymywać w charakterystyczny dla siebie sposób. Kiedy pewnego dnia pokazano mu jego portret namalowany dla potomności na płótnie, autor obrazu poprosił Ojca o podpisanie swej podobizny. Zakonnik spojrzał na niezwykle poważne i zarazem natchnione oblicze na obrazie i napisał w rogu płótna: „Nie bójcie się, to naprawdę ja”.

Bo to nie był żaden masochista

Idę jednym z klasztornych korytarzy, które z rozmysłem zamieniono w galerię artystycznych dzieł, mających za zadanie uwiecznić dla potomności osobę Świętego. Szukam, lecz nie odnajduję niczego charakterystycznego dla człowieka, o którym przeczytałem przecież kilkadziesiąt książek i obejrzałem setki świadectw oraz filmowych migawek. Czuję potrzebę zejścia z tego fałszywego panteonu obowiązujących wizji i interpretacji zdarzeń. I wtedy na zasadzie kontrastu przychodzi mi do głowy fragment wiersza Andrzeja Bursy:

Ze wszystkich świętych katolickich

najbardziej lubię Józefa

bo to nie był żaden masochista

ani inny zboczeniec

tylko fachowiec

zawsze z tą siekierą

bez siekiery chyba się czuł

jakby miał ramię kalekie

i chociaż ciężko mu było

wychowywał Dzieciaka

o którym wiedział

ze nie jest jego synem

tylko Boga

albo kogo innego…

Wynoś się, ty stara świnio!

Tak jak wizja Bursy w żaden sposób nie pokrywa się z tradycyjnym wizerunkiem świętego Józefa, tak ja wędrując po San Giovanni Rotundo, nie mogę odnaleźć „żywego” Padre Pio, którego charakterystyczne zwroty, gesty i wypowiedzi znam z zachowanych filmów, książek i świadectw żyjących jeszcze świadków jego posługi. Uruchamiam więc swoją pamięć i przywołuję kolejne zdarzenia.

Pewien radca z Neapolu, usprawiedliwiając się brakiem czasu, próbował dostać się bez czekania do konfesjonału Ojca Pio. Został jednak odesłany przez zakonnika na koniec kolejki. Kiedy wreszcie wystał swoje, nie zdążył nawet otworzyć ust, a usłyszał zza kratek głos: „Wynoś się, ty stara świnio!”. Radca sam doszedł do wniosku, że został wyrzucony dlatego, że żył w tym czasie z kobietą, która nie była jego żoną. Tylko skąd kapucyn mógł o tym wiedzieć?

To pokazuje, że Padre Pio nie znosił kompromisu z grzechem, który był dla niego wyrazem działania osobowego zła, czyli szatana. Gdy ktoś kłamał lub sam siebie usprawiedliwiał, wyrzucał od razu penitenta z konfesjonału, nie szczędząc mu obelg czy wręcz fizycznych razów.

Inny prawnik, który był pewnego razu gościem w zakonie, opowiedział z uśmiechem w obecności Ojca Pio, że zdarza się, iż sędziowie pozwalają na kupowanie korzystnego wyroku. Nieszczęśnik nie wiedział, na co się naraża swoim zachowaniem. Nim zdążył zareagować, Ojciec Pio zrobił krok do tyłu, po czym wymierzył potężnego kopniaka w tyłek sędziego, który zleciał na łeb na szyję ze schodów. Po drodze słyszał jeszcze, jak zakonnik za nim woła: „Kup sobie także to, nędzniku!”.

Lepszy pusty kościół, niż pełen diabłów

To nie był egzaltowany mnich bujający w obłokach w ekstatycznych uniesieniach. W jego otoczeniu pojawiali się co jakiś czas ludzie, którzy próbowali bezczelnie ośmieszyć jego charyzmat i duchowe dary. Kiedy więc jeden z nich wrzasnął na cały kościół: „Ojcze, co mam powiedzieć księdzu Colombo?”, Padre odpowiedział z przekąsem: „Powiedz mu, żeby nie obniżał lotów”.

Innym razem pewien Genueńczyk założył się z kolegami, że zakpi z Ojca Pio, po czym przystąpił do konfesjonału i rzekł, że nie chce się spowiadać, tylko przyszedł prosić o łaskę uzdrowienia chorego krewnego. Kapucyn osobiście wyszedł zza kratek, spoliczkował go i wyrzucił z konfesjonału. Kilka dni później ów młodzieniec nawrócił się i prawdziwie przystąpił do sakramentu pojednania, tym razem jednak uzyskał rozgrzeszenie od zakonnika.

Swoim bezceremonialnym i nietypowym jak na mnicha zachowaniem, Padre Pio zyskiwał sobie wrogów także w samym zakonie kapucynów. Kiedy jeden ze współbraci upominał go, że jak tak dalej będzie postępował, to kościół opustoszeje i nikt już nie będzie chciał się spowiadać, Ojciec Pio odpowiedział: „Lepiej, by kościół był pusty niż sprofanowany”. A innym razem rzekł: „Lepszy kościół pusty, niż pełen diabłów”.

Charakterystyczne dla Ojca było także to, że brzydził się dewotkami. Mówił im: „Jeżeli naprawdę chcecie być pobożne, to przestańcie odwiedzać zakrystię. Albo jest się w środku, albo na zewnątrz”.

Wynoś się, komediantko!

Padre dbał również o wewnętrzną czystość myśli i spojrzenia, dlatego też z nieubłaganą konsekwencją tępił pojawiającą się w latach sześćdziesiątych modę na spódniczki mini. Niektóre kobiety, zbyt eksponujące swoje nogi, próbowały więc przychodząc do spowiedzi do Ojca, obciągać w dół spódnicę przed wejściem do kościoła, tak aby wyglądała na dłuższą niż była w rzeczywistości. Niestety, nigdy im się to nie udawało, bo zakonnik grzmiał w konfesjonale: „Kościół to nie teatr. Wynoś się, komediantko!”.

Ojciec Pio nieustępliwie dbał również o czystość mowy i języka. Kiedy usłyszał wieśniaka bluźniącego w jego obecności, spoliczkował go, a ten – o dziwo! – w milczeniu przyjął karę. Często jednak jego uderzenia i wrzaski, wyglądające groźnie z zewnątrz, były w rzeczywistości obliczone tylko na pokaz, by odnieść zamierzony duchowy skutek. Zakonnik sam się pośrednio do tego przyznał, mówiąc po jednej z takich scen do współbrata: „Nie martw się. W duszy nie gniewam się, krzyczałem, lecz naprawdę moje serce się śmiało”.

Jakiż osioł z ciebie!

Ktoś, kto nie zna duchowości ojca Pio, mógłby pomyśleć, że Padre był psychopatą lubującym się w biciu i dręczeniu ludzi nawet w konfesjonale. Aby rozwiać takie przypuszczenia, należy przypomnieć, że wszelkie nawrócenia i niewytłumaczalne uzdrowienia (jak słynne przywrócenie wzroku Gemmie di Georgi, która widzi do dziś, choć nie ma źrenic), dokonywane za wstawiennictwem ojca Pio, okupywane były przez niego cierpieniem. Ten fizyczny ból ujawniał się niekiedy niektórym osobom. Scenę taką przywołuje w swej książce kapucyn o. John A. Schug: „Kiedy Laurino Costa, naczelny kucharz w szpitalu Ojca Pio, po raz pierwszy przybył do San Giovanni Rotondo, aby pracować jako szef kuchni w szpitalu Ojca Pio, wątpił, że Ojciec jest rzeczywiście święty.

Wątpliwości takie gnębiły go przez trzy lata. Pewnego dnia, kiedy wszedł do zakrystii, gdzie Ojciec spowiadał mężczyzn, spojrzał na Ojca i zobaczył głęboki krzyż wycięty na szerokość jego czoła i twarz pokrytą krwią.

– Zacząłem trząść się ze strachu – mówił Laurino. Przez 10 minut obaj mężczyźni patrzyli na siebie. Potem kiedy Laurino się wyspowiadał i wybiegł z kościoła, przez trzy dni nie mógł ani jeść, ani spać, tylko płakał i pracował, myśląc, że lada dzień postrada zmysły.

W końcu zebrał się na odwagę, poszedł do Ojca Pio i spytał: – Ojcze, powiedz mi, dlaczego uczyniłeś mi to, że widziałem cię tak wtedy? Czy być może ja jestem tym, który sprawia, że tak cierpisz?

Ojciec Pio odpowiedział: – Jakiż osioł z ciebie. To była łaska, którą Pan Bóg chciał Cię obdarzyć”.

Często swoim duchowym uczniom, których udało mu się nawrócić z dalekich od Kościoła ścieżek spirytyzmu, okultyzmu czy wolnomularstwa, zakonnik mówił: „Nawet nie wiesz, ile mnie kosztowałeś. Nabyłem cię własną krwią”. Z pewnością więc Ojciec Pio – widząc o wiele więcej niż zwykły zakonnik – potrafił używać właściwych środków we właściwym czasie, aby dotrzeć do wnętrza zagubionej duszy.

Córko, śmierć jest blisko!

Sam Padre miał też jasną świadomość zadań, które Bóg powierzył mu do wykonania w Kościele. O swojej ziemskiej drodze mówił: „Wśród was jestem bratem, przy ołtarzu – ofiarą, a w konfesjonale – sędzią”. I w zasadzie całe życie poruszał się w tym właśnie trójkącie.

Dlatego też mieszkańców San Giovanni Rotondo szybko przestały dziwić widoki szlochających przy wejściu do kościoła dorosłych mężczyzn, którym Padre odmówił rozgrzeszenia, a którzy jednak wracali później, ponieważ Ojciec Pio w tajemniczy sposób towarzyszył im w ich udręce. Tylko jemu wolno było mówić o swoich podopiecznych: „Ja mogę nawet bić moje dzieci, ale innym od nich wara”.

Potrafił jednak nie tylko karcić ich, lecz także dawać im „duchowe cukierki”, jak sam nazywał swoje cudowne dary i bilokacje, którymi manifestował własną obecność w tym miejscu i czasie, w którym potrzebowali tego jego wierni.

Nieraz były to miasta położone o tysiące kilometrów od klasztoru, którego oficjalnie nigdy nie opuszczał.

Chociaż przez pół wieku żył z bolesnymi, krwawiącymi stygmatami oraz tajemniczymi chorobami, których przyczyny nie potrafili wyjaśnić najlepsi lekarze, stać go było na dystans do siebie i do świata, na kpiny oraz specyficzny dowcip ocierający się o groteskę i czarny humor. Jak wówczas, gdy na przykład pewna jego córka duchowa obchodziła 60. urodziny i po spowiedzi poprosiła go, by powiedział jej coś miłego. Zakonnik nachylił się nad jej uchem i z poważną miną, bez cienia uśmiechu, szepnął: „Córko, śmierć jest blisko!”. Oboje wybuchnęli śmiechem.

Ten śmiech mówi więcej o Ojcu Pio niż lukrowane biografie czy odpustowe figurki ukazujące karykaturę człowieka niczym w krzywym zwierciadle. Warto odrzucić te powierzchowne przedstawienia i dotrzeć do ludzkiego wymiaru niezwykłego kapucyna z San Giovanni Rotondo, a być może otoczy Was swoją duchową opieką. Czego sobie i wszystkim życzę.

tekst Rafał Jabłoński
Wierzę w Stworzyciela, lecz on jest daleko. Uczynił ludzi wolnymi i dla tego nie może nam pomóc, bo wówczas przestalibyśmy o siebie decydować.
Pan Lodowatego Ogrodu tom 2. Jarosław Grzędowicz
http://www.water-drinker.netii.net/go/blog/
jefersik
 
Posty: 2179
Dołączył(a): 15 mar 2006, o 17:49
Lokalizacja: Lublin

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Mad Professor » 31 mar 2010, o 11:16

Ja kiedyś słyszałem o takim cudaku co krew w wino zamieniał i chodził po wodzie nie mocząc stóp....
Obrazek
Hoy, mañana y siempre con el Barça en el corazon!!!
Avatar użytkownika
Mad Professor
 
Posty: 3788
Dołączył(a): 30 sie 2007, o 12:12
Lokalizacja: Leszno

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Pigul89 » 31 mar 2010, o 12:09

Mad Professor napisał(a):i chodził po wodzie nie mocząc stóp....


Bo chodził po drewnianych palach co na wodzie się unosiły :)

W zasadzie ciekawy temat :)
Z chęcią będe go śledzić a czy będe się udzielać to nie wiem.Jak będe miał o czym napisać to czemu nie :)
Slooooooooow!
Stone it!
Fuck it!
Don't creep like a pig!

http://www.wazznet.com
Pigul89
 
Posty: 681
Dołączył(a): 23 lip 2007, o 13:53
Lokalizacja: Legnica

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez acidolka » 31 mar 2010, o 13:54

Święci moim zdaniem to byli ludzie cierpiący na różne dziwne choróbska
pewnie tez byli alkoholikami

dla mnie to jest nabijanie ludzi w butelkę
pij jak wielbłąd ląduj jak Wrona
Avatar użytkownika
acidolka
 
Posty: 11571
Dołączył(a): 7 mar 2006, o 18:06
Lokalizacja: Nottingham

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez jefersik » 31 mar 2010, o 14:46

acidolka napisał(a):Święci moim zdaniem to byli ludzie cierpiący na różne dziwne choróbska
pewnie tez byli alkoholikami

dla mnie to jest nabijanie ludzi w butelkę


Jakbyś mi to udowodniła racjonalnie, tak jak Szerlok Holms, to bym był zadowolony :wink:
Np. iż dany człowiek uważany za świętego był oszustem.
Wierzę w Stworzyciela, lecz on jest daleko. Uczynił ludzi wolnymi i dla tego nie może nam pomóc, bo wówczas przestalibyśmy o siebie decydować.
Pan Lodowatego Ogrodu tom 2. Jarosław Grzędowicz
http://www.water-drinker.netii.net/go/blog/
jefersik
 
Posty: 2179
Dołączył(a): 15 mar 2006, o 17:49
Lokalizacja: Lublin

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez DEATH » 31 mar 2010, o 17:33

otóż to! racjonalna rozmowa to racjonalne argumenty, a nie teksty w stylu "nie, bo nie" :wink:
http://www.youtube.com/user/enu665 - filmiki z koncertów, dużo Acid!
http://wojciech-mroszynski.blog.pl/ - blog o sporcie i tematach z nim związanych.
Avatar użytkownika
DEATH
 
Posty: 5184
Dołączył(a): 26 kwi 2007, o 00:23
Lokalizacja: Poznań

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez KRZYK » 31 mar 2010, o 18:09

Święci moim zdaniem to byli ludzie cierpiący na różne dziwne choróbska

Jakbyś mi to udowodniła racjonalnie iż dany człowiek uważany za świętego był oszustem.


a czemu od razu zakladac, ze chory jest oszustem? jak w kolejce do kasy chorych po L4 8)
ŚWIRY DO PRZODU, PRÓCHNO ZA DRZWI!!!
Avatar użytkownika
KRZYK
 
Posty: 8564
Dołączył(a): 7 mar 2006, o 01:36
Lokalizacja: OtwRock

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez jefersik » 1 kwi 2010, o 10:11

Rozumiem, ze każdy ze świetych był chory :wink:

Na co zachorował ks. Popiełuszko? Na esbeckie tortury?
A JPII na strzał z pistoletu Ali Akczy? A no co chorowali pewnie ludzie, ktorzy ich znali? Np. na raka - a owy rak potem zniknął, a lekarzy którzy ich badali nie potrafią tego wytłumaczyć naukowo. :D No rzeczywiście dziwna choroba, Człowiek chory na raka po spotkaniu z JPII, nagle wyzdrowaił(po przez zanik raka).


No rzeczywiście choroby psychicznej nie da sie udowodnić racjonalnie :lol: :lol: :lol: (Guru Downkins tu sie kłania).
Wierzę w Stworzyciela, lecz on jest daleko. Uczynił ludzi wolnymi i dla tego nie może nam pomóc, bo wówczas przestalibyśmy o siebie decydować.
Pan Lodowatego Ogrodu tom 2. Jarosław Grzędowicz
http://www.water-drinker.netii.net/go/blog/
jefersik
 
Posty: 2179
Dołączył(a): 15 mar 2006, o 17:49
Lokalizacja: Lublin

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Mad Professor » 1 kwi 2010, o 10:22

Jefers, żyjemy w XXI wieku, nie w Średniowieczu. Dlatego te wszystkie historie o różnego rodzaju cudach możemy włożyć między bajki (vide - ostatni niby-cud w Sokółce) . Przypomniała mi się historia z liceum, kiedy rozmawiałem z przyjaciółką na temat wiary. W pewnym momencie zabrakło jej już argumentów i powiedziała: wiesz, jak byłam na pielgrzymce, to szedł z nami niepełnosprawny o kulach. Kiedy dotarliśmy na miejsce a on zobaczył cudowny obraz Matki Boskiej to odrzucił kule i do domu wrócił już na własnych nogach. Skwitowałem to niekontrolowanym wybuchem śmiechu i powiedziałem: Aga, daj spokój....
P.S. Z cudów to ja sobie tylko przypominam kolejkę cudów w polskiej ekstraklapie kopanej. Tam rzeczywiście były cuda....
Obrazek
Hoy, mañana y siempre con el Barça en el corazon!!!
Avatar użytkownika
Mad Professor
 
Posty: 3788
Dołączył(a): 30 sie 2007, o 12:12
Lokalizacja: Leszno

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Aras_von_Great » 1 kwi 2010, o 10:56

wszystkiego czego nie da się wyjaśnić, przydziela się od razu Bogu. Za kilkaset lat, że będą się z nas śmiać...
Obrazek
Aras_von_Great
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 31 maja 2009, o 11:07

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Crawley » 1 kwi 2010, o 11:56

Tylko ciekawe z których nas :D
Zrobię to zmyślnie i dokładnie, choć niekoniecznie szybko
Avatar użytkownika
Crawley
 
Posty: 6619
Dołączył(a): 8 maja 2006, o 20:19

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Aras_von_Great » 1 kwi 2010, o 12:38

wierzących... to że się wydarzył cud nie oznacza od razu, że stało się to przez jakiegoś gościa który podobno może wszystko a nie robi nic.

Mogę jeszcze dodać... jeżeli bóg chciał żeby jakiś koleś chodził, to nie zrobił by z niego najpierw kaleki, a później go uzdrawiał. Pokazówkę odwala jakąś? jaki ja jestem fajny bo koleś dzięki mnie stał z wózka?

Cuda może się zdarzają (nie wiem... mojego ojca wyleczyli lekarze, nie jakiś tam bóg, a jako takiej rozmowy z cudem uzdrowionym nie miałem), ale nie łączmy od razu ich z bogiem.
Obrazek
Aras_von_Great
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 31 maja 2009, o 11:07

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez jefersik » 1 kwi 2010, o 12:57

Mad Professor napisał(a):Jefers, żyjemy w XXI wieku, nie w Średniowieczu. Dlatego te wszystkie historie o różnego rodzaju cudach możemy włożyć między bajki (vide - ostatni niby-cud w Sokółce) . Przypomniała mi się historia z liceum, kiedy rozmawiałem z przyjaciółką na temat wiary. W pewnym momencie zabrakło jej już argumentów i powiedziała: wiesz, jak byłam na pielgrzymce, to szedł z nami niepełnosprawny o kulach. Kiedy dotarliśmy na miejsce a on zobaczył cudowny obraz Matki Boskiej to odrzucił kule i do domu wrócił już na własnych nogach. Skwitowałem to niekontrolowanym wybuchem śmiechu i powiedziałem: Aga, daj spokój....
P.S. Z cudów to ja sobie tylko przypominam kolejkę cudów w polskiej ekstraklapie kopanej. Tam rzeczywiście były cuda....



To jak wyjaśnis zapis egzorcyzmów AM - Pewnie wg ciebie dziewczyna była chora psychicznie??
Jak wyjaśnis cud w fatmie, miesiąc wczesniej zapowiedziny przez dzieci? Byli tam także dziennikarze niewierzący zeby wyszydzic i wyśmiać - I co? Uwierzyli

Jak wyjaśnisz badania nad portretem Matki Boskiej z Głade Lupe? Japońscy naukowcy twierdzą iż takich farfb nie ma na świecie, które stworzyły ten portret.


Myśle, że srodowisko Racjonalistów powinno to wyjasniść, iż jest racjonalne wytłumaczenie albo oszustwo.

A co ja od nich słysze? Otóz polegaja na zwierzeniu!!! Bo wierzą, że to oszustwo lub jest inne wytlumaczenie, ale nie chca lub nie potrafia tego dowieść :mrgreen:

Pewnie Stygmaty Ojca Pio to też bajka, a dowody w postaci swadkow, zdjec itd to spisek Watykanu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Wierzę w Stworzyciela, lecz on jest daleko. Uczynił ludzi wolnymi i dla tego nie może nam pomóc, bo wówczas przestalibyśmy o siebie decydować.
Pan Lodowatego Ogrodu tom 2. Jarosław Grzędowicz
http://www.water-drinker.netii.net/go/blog/
jefersik
 
Posty: 2179
Dołączył(a): 15 mar 2006, o 17:49
Lokalizacja: Lublin

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Mad Professor » 1 kwi 2010, o 13:05

Ja to tłumaczę sobie tak:
Bo fantazja, bo fantazja
bo fantazja jest od tego,
aby bawić się, aby bawić się,
aby bawić się na całego
Obrazek
Hoy, mañana y siempre con el Barça en el corazon!!!
Avatar użytkownika
Mad Professor
 
Posty: 3788
Dołączył(a): 30 sie 2007, o 12:12
Lokalizacja: Leszno

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Aras_von_Great » 1 kwi 2010, o 13:12

jefersik napisał(a):Myśle, że srodowisko Racjonalistów powinno to wyjasniść, iż jest racjonalne wytłumaczenie albo oszustwo.

A co ja od nich słysze? Otóz polegaja na zwierzeniu!!! Bo wierzą, że to oszustwo lub jest inne wytlumaczenie, ale nie chca lub nie potrafia tego dowieść :mrgreen:

Pewnie Stygmaty Ojca Pio to też bajka, a dowody w postaci swadkow, zdjec itd to spisek Watykanu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


to teraz daj mi wytłumacz, dlaczego wszystkie cuda to sprawa boska :) bo skoro racjonaliści nie potrafią wytłumaczyć to katolicy na pewno tak :)
Obrazek
Aras_von_Great
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 31 maja 2009, o 11:07

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Crawley » 1 kwi 2010, o 13:40

Oj, Alex. Nie zauważasz jednej podstawowej rzeczy. To racjonaliści upierają się na racjonalne wytłumaczenie wszystkiego i to w ich gestii leży racjonalne udowadnianie.

Osoba wierząca nie musi nic udowadniać - dla niej cud sprawiła siła Boża i nie da się tego racjonalnie zrozumieć. Innymi słowy, nie ma nic więcej do udowadniania.

Ja sam jestem dość otwarty na różne religie i nie staram się poddawać ich w wątpliwość. Jednak racjonaliści mnie strasznie wpieniają, bo na upartego chcą tłumaczyć wszystko naukowo, a niektórych rzeczy zwyczajnie się nie da. Bo nawet jeśli katolicy się mylą (jak to zażartował z tego kiedyś Dan Akroyd), to dla mnie nie da się zaprzeczyć, że istnieje pewna metafizyka w naszym świecie - coś, co trudno zrozumieć. Nie trzeba być osobą religijną, by w to wierzyć.
Racjonaliści zaś upierają się, że wszystko to ruchy atomów i inne naukowe czynniki.
Zrobię to zmyślnie i dokładnie, choć niekoniecznie szybko
Avatar użytkownika
Crawley
 
Posty: 6619
Dołączył(a): 8 maja 2006, o 20:19

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Aras_von_Great » 1 kwi 2010, o 13:51

ja uważam tylko, że to nie musi być wcale siła boska... tak właściwie to co chwile odkrywamy coś nowego. 2000 lat temu ludzie uważali że trzęsienie ziemi to gniew bogów rzucony na ziemie, dzisiaj dobrze wiemy ze to ruchy płyt tektonicznych.
Obrazek
Aras_von_Great
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 31 maja 2009, o 11:07

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Crawley » 1 kwi 2010, o 13:55

No tak, ale jednak było to zadanie naukowców, żeby to udowodnić :>

Zresztą, siłą (czy raczej wolą boską) można wytłumaczyć wszystko. Spójrz choćby na kreacjonostyczny ewolucjonizm (czy jak się to nazywa), czyli twierdzenie, że ewolucja zachodziła z woli bożej :)

Odchodzimy od tematu.
Zrobię to zmyślnie i dokładnie, choć niekoniecznie szybko
Avatar użytkownika
Crawley
 
Posty: 6619
Dołączył(a): 8 maja 2006, o 20:19

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Mad Professor » 1 kwi 2010, o 14:16

Ale wtedy drogi Crawley'u wiarą możemy sobie wszystko tłumaczyć. Możesz na przykład wierzyć, że na świecie istnieją krasnoludki. Bo przecież naukowo nie dowiedziono,że ich nie ma. Tylko kto racjonalnie myślący to łyknie?
Obrazek
Hoy, mañana y siempre con el Barça en el corazon!!!
Avatar użytkownika
Mad Professor
 
Posty: 3788
Dołączył(a): 30 sie 2007, o 12:12
Lokalizacja: Leszno

Re: Święty z cukru i wazeliny, czy z krwi i kości?

Postprzez Aras_von_Great » 1 kwi 2010, o 14:20

widzę że Mad rozumie o co mi chodzi :)
Obrazek
Aras_von_Great
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 31 maja 2009, o 11:07

Następna strona

Powrót do Hyde Park

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron